Sernik dyniowy.

Zgodnie z obiednicą w ramach przeprosin za moją dłuższą nieobecność na blogu wrzucam Wam mój autorski przepis na sernik dyniowy. Wiecie, że ciasta zawsze robię najpyszniejsze :)

Skladniki

  • 1,5-2 kg dynii
  • okrągłe biszkopty- dwa opakowania
  • 3/4 kostki masła typu osełka około 220 g
  • 125 g masła roślinego 
  • 700 g białego sera mielonego w wiaderku 
  • 10 jaj
  • 200 g serka waniliowego
  • 1 i 3/4 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • budyń smietankowy

Wykonanie.

  1.  Upiecz dynię w piekarniku. Ustaw piekarnik na 180 stopni i piecz przez 30-35 minut, aż dynia zrobi się miękka. Następnię oddziel miąsz od skóry i zblenduj środek dynii
  2. Potem należy utrzeć masło z masłem roślinnym,  cukrami i żółtkami na puszystą masę.
  3. Do tak ubitej/utartej masy trzeba dodać obydwa sery, i budyń. 
  4. Następnie dodaj zblendowaną dynię i dobrze wymieszaj
  5. W oddzielnej misce ubij białka ze sztyptą soli na sztywną pianię. 
  6. Połącz delikatnie masę z pianią.
  7. Dno brytwany ułóż biszkoptami po czym wylej na nie przygotowaną wcześniej masę sernikowo-dyniową
  8. Wstawiamy do zminego piekranika na 55-60 minut i wypiekamy w 170-180 stopniach

SMACZNEGO

P.S. Niesbieski sweter kupiłam w Bunny the Star, a opaskę w H&M

Zatrzymaj czas- kompozycje z hortensji

Kocham hortensje i to jedne z moich ulubionych kwiatów. Mój ogród pełen jest tych roślin, a ja robię wszystko, aby jak najdłużej zatrzymać w czasie ich majestatyczny i piękny wygląd. W tym roku postanowiłam poddać je procesowi suszenia :) Nie wiedziałam co konretnie z nimi zrobię, dlatego spróbowałam wielu opcji. Od razu napiszę, że kwestia tych kwiatowych kompozycji na zewnątrz była totalnym niewypałem, gdyż po pierwszym deszczu kwiaty najzwyczajniej brzydko zbrązowiały. Tego więc unikajcie i postawcie na suszenie i kwiatowe dekoracje w domu.Gdy zewnętrzne kompozycje okazały się totalną klapą, postanowiłam ten sam pomysł wykorzystać w wewnątrz. Jak to zrobiłam? Patent jest bardzo prosty i wszystko widać na zdjęciach

Zacznijmy od zwisających "warkoczy". Należy zrobić bukiet z trzech, może czterech hortencji, zawiązać sznurkiem, chociaż u mnie póżniej lepiej sprawdziły się zaciski do kabli. Do takiego bukietu, niżej dokładamy  kolejny i związujemy wszystko razem. W zależności od tego jakiej długości kompozycję chcemy uzyskać, dokładamy kolejne piętra bukietu hortensji.

Do ozdobienia górnej częsci kominka użyłam zwykłych gąbek dekoracyjnych i  krótko obciętych głów hortensji. Kwiaty ułożyłam, wbijając we wszytskie gąbki i nie pozostawiając wolnych przestrzeni. Wszystko bardzo proste a efekt jest, prawda?

Jesienne marudzenie

Nie za bardzo wiem co napisać? Może, że przepraszam i w zamian za wybaczenie na blog wrzucę jakiś wystrzałowy przepis? Może na sernik dyniowy? Co Wy na to?


W ostatnim czasie dosyć intensywnie myślałam, aby zatrudnić kogoś do pomocy w pisaniu tekstów na blog i aby mój dawno temu obiecany jeden wpis na tydzień, faktycznie był jednym wpisem na tydzień, a nie na miesiąc. W dobie Instagrama, nie wiem czy w ogóle jest sens prowadzenia bloga, jeszcze takiego niszowego bez szminek, pudrów, ciuchów i innych gadżetów na których można zarobić ‘’dolary’’. W każdym razie blog na pewno zostaje, bo wiem że dużo osób tutaj wraca, a niektórzy odkrywają JKL na nowo.
Będę też pisać sama, bo blog nie jest przedsięwzięciem komercyjnym, więc musicie mi wybaczyć moje ociąganie się. Może w przyszłości zorganizuje się jeszcze lepiej i będę miała możliwość pisania więcej.
Jaki jest plan na przyszłość, aby nieco uatrakcyjnić blog? Na pewno raz w miesiącu znajdzie się cały Instagramowy cykl: „Z pamiętnika matki”. Wiem, że go kochacie. Przy zdjęciach będą także opisy stylizacji, etc, bo niedługo wykończycie mnie pytaniami: „skąd” a tutaj będziecie mogli znaleźć wszystko w pigułce. Trochę przepisów, dekoracji i do każdego artykułu podcast. To teraz proszę ładnie trzymać za mnie kciuki, żeby moje pobożne życzenia spełniły się i aby moja doba jakimś cudem wydłużyła się  do 36h… Może akurat…

Żeby nie było miałam to zrobić na początku września :D ale jak widać szkoła dzieci, nowe wyzwania i całe multum prac spowodowały, że kładłam swoje zwiędnięte ciałko do łóżka około drugiej w nocy. Mój wyrozumiały Mąż, który od połowy października wraca na plan zdjęciowy, przejął wstawanie o 6:30 każdego ranka. Pomyślicie sobie pewnie: „No nie każdego, bo przecież są jeszcze weekendy” Aha jasne… W sobotę rano Amelię zawożę do szkoły muzycznej, a w niedzielę dzieciaki dojeżdżają do Studia Artystycznego Buffo. Tak… Ja też już myślami jestem w grudniu: domu pełnym świątecznych dekoracji i… wolnego czasu…
Zawsze w takim moim zwariowanym, trochę wręcz surrealistycznym dzięcieco-szkolnym życiu, próbuję ogarnąć swoimi myślami tych którzy mają te parę firm na głowie i myślę sobie, że ja to chyba jakaś niedorajda jednak jestem…
Ku mojemu zaskoczeniu rok szkolny zaczął się naprawdę dobrze. Amelia nie wykorzystała jeszcze wszystkich „bz” i „np.” w pierwszych dwóch tygodniach nauki, a Antoni mimo nowego otoczenia i zadania mi pytania (uwaga! w trzeciej klasie) „Mamo, co to jest dyktando?” radzi sobie całkiem, całkiem… Myślę jednak, że braki po wcześniejszej szkole, będziemy dłuuuuuugo nadrabiali.

 Oczywiście początek września to zmiana koloru moich włosów, która u niektórych wywołała  emocje niczym nowy odcinek „Rolnik szuka żony” , ale spokojnie- już wszystko tłumaczę.
Kochane kobiety, kobitki Wy moje, przecież każda z nas potrzebuje czasami jakiejś zmiany i jak to moja babcia mawiała lepiej jest zmienić ubranie niż Męża no i ja się tego trzymam. Czy znów będę blondynką? Oczywiście, że tak! Już nawet nią jestem :D Chociaż kocham rudości, kocham siebie w tym odcieniu, to kwestia ciągłego odświeżania koloru i poprawiania go, aby nie wyglądać jak wyprana koszulka przerosła mnie czasowo oraz wytrzymałościowo. Może kiedyś...
Jak co miesiąc wraz z Moniką Bartnik ( już Violante) nagrywałyśmy nowe odcinki na YouTube Just Keep Living Baby. Uważam, że idzie nam coraz lepiej i z odcinka na odcinek rozkręcamy się niczym karuzela w tureckim, wesołym miasteczku. Sama jestem ciekawa co będzie dalej i czy polubicie nas na szklanym ekranie. Zmiana koloru moich włosów to jednak pikuś w porównaniu z tym co się działo w moim otoczeniu i na świecie. Moja Monika powiedziała „tak” a ja będąc świadkową i chcąc sobie zażartować przy podpisaniu dokumentów podczas ceremonii, zapytałam: „czy jesteś tego pewna?” w odpowiedzi usłyszałam złowrogie: „podpisuj to szybko!” Ach ta młodzież… Ciągle się wszędzie spieszą.

Jeżeli chodzi o moją piękną stylizację, którą widać powyżej  to sukienkę kupiłam w Bunny The Star, a to co jest warte podkreślenia to fakt, że oprócz tego, iż pięknie w niej wyglądałam (oczywiście to moja subiektywna opinia) to kiecka była bardzo wygodna, czego jak widać na zdjęciu poniżej nie mogłam powiedzieć o butach. Jako stara bywalczyni wesel i wszelkiego rodzaju wiejskich imprez, odbywających się w remizach strażackich oraz zakrapianych alkoholem, wiem iż po godzinie 22.00 kiedy poziom etanolu we krwi większości gości wzrasta lawinowo, zamieniam swoje obcasy na klapki lub gołe stopy. Wierzcie mi, że wtedy dla biesiadników to naprawdę nie ma żadnego znaczenia.Patrzę dalej na fotografie w telefonie i to tak naprawdę początek moich wspominek, a według specjalistów wielu różnych uniwersytetów, których nazwy są tak skomplikowane, że boję się je wypowiedzieć- powinnam  pisać już podsumowanie. Podobno umiecie skupić się maksymalnie przez 7 minut, ale że ja głęboko wierzę w Waszą koncentrację, więc będę pisać dalej. 

Jesień to także czas wyróżnień dla mnie :) YES! Zdobyłam nagrodę Business Woman & Life w kategorii Management Artystyczny. Oczywiście jak zawsze o mój makijaż zadbała Kinga Szewczyk- Kolorowe Kredki, a piękna, cekinowa sukienka na jedno ramię jest od Laurell. Zrobiło mi się niezwykle miło, że moja praca została wyróźniona, chociaż nie zgadzałam się z wyborem innych laureatów, a dokładniej pisząc- laureatki. Organizatorzy powinni na przyszłośc zwracać większą uwagę na to kogo nagradzają, tym bardziej jak pragną nadal utrzymać wysoki poziom i prestiż imprezy. W każdym razie wraz z towarzyszącą mi przyjaciółką zmyłyśmy się dosyć szybko świetować "po swojemu" Towarzystwo wegańskich kebabów i piwa bardzo nam odpowiadała, a przyodziana w cekinową sukienkę, buty typu UGG Massimo Dutti i płaszcz Lavard, czułam się jak miastowy freak :) Ważne, że było z klasą i jednocześnie ciepło oraz wygodnie. No dobra...Będę już jednak kończyć, bo słońce zza szyby świeci mi prosto w oczy, a różowopurpurowe hortensje w moim ogrodzie czekają na ścięcie i powieszenie ich obok drzwi wejściowych do domu. Robię tak co roku, gdyż te majestatyczne kwiaty najpierw zdobią wejście do krainy pazurowej dynastii, a później już ususzone ozdabiają jesienny klimat mojego salonu.

Jak robię taką jesienną stylizację? Klient prosi- klient ma, ale to już w kolejnym wpisie. A na sam koniec wrzucam zdjęcia wykonane moim nowym aparatem średnioformatowym Maymia 645 PRO. Są cudne!