Powrót do przeszłości- fotografia analogowa.

„ Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?” Zawsze uważałam, że te słowa absolutnie nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. Jako mocno stąpająca po ziemi nowohucianka nie wierzyłam, że istnieją złe sytuacje, które mogą w jakikolwiek pozytywny sposób odmienić moje życie na lepsze. Aż tu nagle…. Zapukał do bram świata Pan o nazwie COVID-19… Chcąc, nie chcąc utknęliśmy w globalnym areszcie domowym; bez przyjaciół, bez spotkań, bez jakichkolwiek przejawów dotychczasowego trybu życia. 

Zaczęłam oczywiście od domowych porządków i planowania nowych artykułów na JKL. Kiedy ogarnęłam już całą chatę, wyczyściłam przy-podłogówki i generalnie sprawiłam, że moje życie wydawało się już na wskroś idealne, a test białej rękawiczki wypadł perfekcyjnie wtedy popadłam w monotonię. O ile jedni nie mają ze stanem dłuższego zamrożenia żadnego problemu ( na przykład mój Mąż) to ja absolutnie nie nadaję się do aresztu domowego.  Pierwszym etapem bezczynności był strach… Telefony przestały dzwonić, nie rozbrzmiewał już charakterytyczny dzwonek skrzynki mailowej, a ja nie szukałam jak zawsze po biurowych kątach pieczątki mojego Męża. Oczywiście cały czas robiłam zdjęcia. Myślę, że przez dwumiesięczny okres korona-wirusa zrobiłam więcej zdjęć moim dzieciom niż przez całe dotychczasowe ich życie… Ale ileż można?

Pewnego razu, gdy szukałam czegoś, ( zapewne mało istotnego ) w jednej z biurowych  szaf, znalazłam starego Zenita- E z 1980 roku. Wersja tego radzieckiego aparatu jest edycją limitowaną, wyprodukowaną z okazji olimpiady w Moskwie. Szacuje się, że od roku 1966 do 1986 wyprodukowano ich około 3 milionów. Ten jakże archaiczny sprzęt podarował mi kilka miesięcy wcześniej mój brat jako pamiątkę, która ponad 30 lat temu, podobno całkiem nieźle robiła mi foty z tetrowymi gatkami na czterech literach. 

Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że ten prezent był chyba jakąś formą zemsty mojego brata na mnie, gdyż włożenie kliszy do tego modelu aparatu i zrobienie nim zdjęć graniczyło z cudem. Na 6 wykorzystanych filmów w aparacie, zdjęcia wyszły tylko z jednej rolki… To co podejrzewałam, brutalnie potwierdziło się wówczas gdy skontaktowałam się z Panem sprzedającym aparaty analogowe. Po krótkim wstępie i nakreśleniu całej sytuacji miły, znający się na rzeczy człowiek odparł mi, że wszystko co nie nazywa się Zenith, będzie na pewno lepiej robiło zdjęcia… „Aha” pomyślałam. Z drugiej jednak strony to może dobrze, że przeszłam taki chrzest bojowy na samym początku. Skoro mimo tak wielu pertubacji nie poddałam się i nadal chciałam kontynuować przygodę z fotografią analogową  oznacza, że naprawdę mi się to spodobało i jestem typowym zodiakalnym koziorożcem. Miły Pan od aparatów analogowych z Hali Mirowskiej, który w związku z COVID-19 chwilowo przerzucił się na sprzedaż on-line zaproponował mi Olympusa OM-1. Ten model aparatu, zapewnie równie stary jak mój Zenith-E posiada już bateryjkę co oznacza, że nie musiałam zwijać ręcznie filmu… Luksus jednym słowem. 

Po jakimś czasie stwierdziłam, że fotografia analogowa tym bardziej starymi aparatami, to raczej zabawa dla miłośników martwiej natury. Zanim ręcznie nastawiłam czas naświetlania, przysłonę i oczywiście ostrość to moje dzieci były już w zupełnie innym miejscu kuli ziemskiej. Finalnie spaliłam zapewne mnóstwo kalorii biegając za szkrabami, a z 36 klatek filmu, takich nadających się do pokazania światu zostawała może połowa. Jedno jest pewne. Dzięki Olympusowi zahartowałam się i poznałam wszystkie tajniki fotografii od podstaw. Mało kto zdaje sobie sprawę trzymając w ręku nowoczesne automatyczne aparaty czym w ogóle jest czas naświetlania i przysłona… Postaram się wytłumaczyć w kilku zdaniach. Czas naświetlania to czas otwarcia migawki w którym naświetlany jest element światłoczuły.  Zasada jest prosta: im ciemniej tym czas naświetlania jest dłuższy np 1/30 ( jedna trzydziesta sekundy) a im jaśniej tym czasy naświetlania będą krótsze np 1/1000, 1/500 . Sprawa jest o tyle trudna, że podczas długiego czasu naświetlania każdy ruch zostanie odwzorowany na zdjęciu. Co to oznacza w praktyce? Że robiąc zdjęcia w ciemnych pomieszczeniach czy nocą ,najlepiej jest skorzystać ze statywu i samowyzwalacza. Przy długim czasie każdy nawet najmniejszy ruch spowoduje, że zdjęcie będzie rozmyte (chyba, że taki właśnie efekt chce się osiągnąć). 

Drugim bardzo ważnym parametrem jest przysłona. Kiedy ręcznie ją nastawiamy, można zauważyć jak zamyka się w aparacie podczas robienia zdjęć. Jeżeli ustawimy ją na poziomie np f/22 oznacza, że zamknie się prawie do końca wpuszczając tym samym mało światła do matrycy ( czy filmu w przypadku aparatu analogowego) .Posługując się taką wartością przysłony w aparacie sprawimy, że nasza głębia ostrości będzie duża czyli całe zdjęcie powinno być czytelne i wyraźne. ( stosowane raczej do fotografii krajobrazów) 

W przypadku kiedy chcemy zrobić piękny portret powinniśmy ustawić przysłonę np na poziomie f/2.8. To oznacza nic innego jak małą głębię ostrości- czyli jeden punkt na fotografii będzie ostry a reszta raczej rozmyta. To taka moja pigułka jeżeli chodzi o przysłonę i czas naświetlania. Nie będę więcej o tym pisać, gdyż nie chcę Was zanudzić szczegółami. 

Jeżeli macie jakikolwiek aparat, spróbujcie go ustawić na tryb manualny i pobawić się trochę różnymi ustawieniami. Najlepiej ułożyć sobie dany kadr i wypróbować różnych opcji dostępnych w Waszym aparacie. Ja tak robiłam na początku mojej drogi z fotografią. Dodatkowo operowałam światłem i sprawdzałam, jak sprzęt zachowuje się w różnych warunkach. 

Ważne, aby biorąc do ręki aparat analogowy pamiętać o jednej złotej zasadzie. Otóż każdy film do aparatu posiada tak zwane ISO ( czyli czułość) który jest oznaczony na rolce. Jak tylko założycie film, należy również ustawić w aparacie dokładnie taką samą wartość ISO jaką posiada klisza. Jeżeli film ma ISO 400, to ISO Waszego aparatu również powinno być ustawione na tej liczbie.

W każdym razie zdjęcia z Olympusa możecie podziwiać poniżej. Trochę się nabiegałam, ale dzięki niemu nabrałam sprawności w rękach i szybkości w działaniu :)


Teraz napiszę Wam od czego tak naprawdę powinniście zacząć, aby uniknąć moich błędów i zaoszczędzić trochę nerwów i pieniędzy. Jeżeli posiadacie  już jakieś aparaty z wymienną optyką, sprawdźcie jakiego rodzaju mocowanie obiektywów ma Wasz sprzęt. Może okazać się, że stare aparaty analogowe również takowe posiadają, a obiektywy które już macie, będą się świetnie nadawać się do fotografii analogowej. 

Ja na przykład od kilku lat w swoim zbiorze mam Canona EOS 1DX Mark II, do którego posiadam naprawdę bardzo dobrej jakości obiektywy Sigmy. Zupełnie przypadkiem rozmawiając z Maciejem Świętym (zapalonym fotografem i świetnym rysownikiem), którego poznałam podczas „domówki u Dowborów” dotarło do mnie, że stare aparaty analogowe Canona mają ten sam typ mocowanie EF obiektywów, co jego poprzednicy. W rezultacie znalazłam na Allegro analogowego Canona EOS 5 za 500 złotych. Gdybyście widzieli moją minę jak odebrałam paczkę z nowym nabytkiem… Uśmiechałam się sama do siebie, a z boku musiało to wyglądać naprawdę komicznie. Oczywiście wszystkie moje obiektywy pasują do analoga, a w praktyce oznacza to, że nie muszę już sama ustawiać ostrości, aparat posiada nawet kilka trybów fotografowania i bardzo dobry światłomierz oraz korektę ekspozycji, dzięki której łatwiej samemu ustawić czas naświetlania oraz przysłonę. 

O samej fotografii analogowej w moim odczuciu nie trzeba pisać za wiele. Wystarczy, że popatrzycie na moje zdjęcia. Mają one w sobie pewnego rodzaju tajemnicę, magię, której według mnie nie jest w stanie oddać żaden aparat cyfrowy. To właśnie jest uchwycenie danej chwili, piękny urywek z życia, zatrzymanie czasu…

Taki typ fotografii ma jeszcze jedną dużą zaletę. Mianowicie będziecie wiedzieli, że takie zdjęcia już na pewno wylądują w Waszym rodzinny albumie. Nie ma już żadnej wymówki, gdyż trzeba  po prostu wywołać film, aby zobaczyć efekt swojej pracy.

Fotografia analogowa ma dla mnie również wartość sentymentalną. Któż nie pamięta kolonii na których biegaliśmy z aparatami i wiedzieliśmy, że mamy tylko 36 klatek aby zapisać te dziesięć dni z dala od domu? Każde naciśnięcie spustu było wtedy na wagę złota. Uważam, że to właśnie takie, wydawałoby się prozaiczne rzeczy uczyły nas wówczas szacunku do rzeczy, uważności i roztropności.  

Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy zacząć swoją przygodę z fotografią analogową, to ja z pełną stanowczością twierdzam że warto. Teraz wiem, że to zajęcie, nowa pasja stała się moim remedium na strach i złe samopoczucie w tym trudnym okresie. Na własnej skórze przekonałam się, że faktycznie „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” Chociaż świat się zatrzymał, a skutki tego całego bałaganu będziemy zapewne jeszcze długo odczuwali, to te zdjęcia przypomną mi za parę lat, jak w tym całym światowym zamieszaniu, rodziła się we mnie miłość… Miłość do tego co piękne, ulotne i magiczne. 

Domowa pielęgnacja skóry wokół oczu.

Dzisiaj Dzień Mamy!  Z tej okazji wraz z Moniką Bartnik kosmetologiem BeatyHouse przygotowałyśmy wpis dotyczący domowej pielęgnacji skóry oczu. Teraz drogie kobiety  śmiejcie się dowoli, gdyż przy takich zabiegach zmarszczki nam nie groźą. Wszystkie nasze przepisy oparte są na składnikach, które zapewne posiadacie w swojej kuchni :) Ma być szybko, tanio i efektywnie!

Pamiętajcie, że skóra wokół oczu to  bardzo delikatne i wrażliwe miejsce. Warto wykorzystać składniki, które będą działały napinająco i nawilżająco.
 Główne problemy z jakimi zmagamy się w tej okolicy to:
·      sińce – ciemne zabarwienie pod oczami wynika ze zmęczenia i braku snu,
·      kurze łapki – drobne zmarszczki, pojawiające się najczęściej podczas uśmiechu, spowodowane są utratą elastyczności,
·      tzw. worki – pojawiają się przy zatrzymywaniu płynów w organizmie, są także oznaką przemęczenia,
 
Żelatyna i witamina E wykazują działanie przeciwzmarszczkowe, liftingujące i nawilżające skórę.  
Składniki:
- pół łyżeczki żelatyny,
- woda,
- 2-3 krople witaminy E,
Wykonanie:
Rozpuść żelatynę w gorącej wodzie, gdy ostygnie dodaj witaminę E i nałóż na skórę w okolicy oczu. Pozostaw maskę na 15-20 minut, a następnie zmyj zwilżonym w letniej wodzie płatkiem.
 
Drugą propozycją jest maseczka z użyciem białka i witaminy E. Składniki te mają działanie uelastyczniające i nawilżające skórę.
Składniki:
- 1 białko,
- 3-4 krople witaminy E,
Wykonanie:
Białko z jajka ubij na pianę, a następnie dodaj krople witaminy E. Maseczkę nałóż na okolice oczu na 15-20 minut, a następnie zmyj letnią wodą.
Okolica oczu jest wrażliwą, dlatego warto jest zrobić wcześniej test, nakładając gotową maskę na zgięcie w łokciu. Jeśli nie wywoła zaczerwienienia, można jej użyć pod oczy.
 
W pielęgnacji okolic oczu ciekawostką mogą okazać się również ziemniaki, ogórki czy rumianek.
Plastry surowego ziemniaka schłodź w lodówce, nałóż jako okład na oczy i pozostaw na 10-15 minut. Zabieg ten lekko rozjaśni skórę, ale najbardziej pomoże w usunięciu zatrzymanej wody.
Plastry świeżego ogórka również włóż do lodówki i schłodź, nałóż jako okład na oczy na 15minut. Ogórki doskonale nawilżą przesuszoną skórę.


Rumianek – zaparz dwie torebki rumianku, poczekaj aż ostygnie. Następnie zanurz dwa płatki w naparze i nałoż je na oczy na 15 minut. Rumianek zadziała przeciwzapalnie i poprawi krążenie krwi co pozwoli pozbyć się worków pod oczami.


Białko kurzego jajka można również użyć jako produkt liftingujący. Nałóż świeże białko na okolice oczu, zaraz po wybiciu ze skorupki.


Awokado – wydrąż miąższ z połówki awokado i rozgnieć widelcem. Tak powstałą „papkę” nałóż pod oczy. Awokado jest źródłem kwasów tłuszczowych i witaminy E, doskonale nawilży i zadziała przeciwzmarszczkowo.
Masaż w okolicy oka.


Istotnym elementem pielęgnacji skóry oczu jest masaż, który poprawi jej ukrwienie i wpłynie pozytywnie na elastyczność skóry. Wystarczy zaledwie 5 minut, a oczy będą w dużo lepszej kondycji. Można do tego wykorzystać np. masażer z różowego kwarcu. ...

Ciasto drożdzowe z rabarbarem.

Sezon na rabarbar w pełni. Któż z nas nie pamięta przedszkolnego kompotu z tego warzywa z dodatkiem jabłek? Moje wspomnienia wróciły wraz z tworzeniem dla Was przepisu na ciasto rabarbarowe. Z resztek oczywiście ugotowałam napój dla całej rodziny, który zniknął ze stołu w pięć minut. Jeżeli macie okazję to spakujcie kosz, koc, upieczone ciasto i kompot do kosza. Na świeżym powietrzu i wśród pachnącego bzu smakuje jeszcze lepiej :)

Wczoraj postanowiłam skorzystać ze słonecznej pogody, pięknych okoliczności natury i zrobiłam ciasto patrząc się na lustro jeziora i otoczający je las. Jako mała dziewczynka pamiętałam moją babcię, która jak tylko mogła wynosiła całą swoją pracę przed dom; nawet tak proste zajęcie jak obieranie ziemniaków.  Dziwiłam się jej wówczas bardzo, gdyż absolutnie nie rozumiałam fenomenu obcowania z naturą.  Oczywiście optyka zmienia się wraz z wiekiem człowieka i teraz gdybym tylko mogła, nie opuszczałabym w żadnym razie mojego "krakowskiego pola" Do dzisiaj mimo, iż staram się pilnować czasami nadal mówię, że idę "na pole" ;)

Wrzucam Wam mój przepis na ciasto drożdzowe z rabarbarem. Nie żałujcie na sam koniec lukru lub posypcie obficie cukrem pudrem ;)

SKŁADNIKI NA CIASTO

  1. 250 g. mąki
  2. 120 ml. mleka
  3. 120 g. miękkiego masła
  4. 30 g cukru pudru
  5. 20 g świeżych drożdzy 
  6. Starta skórka z pomarańczy 
  7. Jajko
  8. Żółtko

SKŁADNIKI NA OWOCOWY FARSZ

  1. 6-7 korzeni rabarbaru
  2. 2 gruszki
  3. Galaretka agrestowa lub kiwi.

WYKONANIE.

Podgrzej mleko z drożdzami, pamiętaj jednak aby nie zagotować mieszanki, gdyż drożdze stracą swoje właściwości. Wymieszaj mąkę, cukier, miękkie masło i skórkę z pomarańczy ręcznie w misie lub za pomocą miksera elektrycznego wyposażonego w hak. Następnie dodaj jajko, zółtko i  wlewaj po trochu mleka z dodatakiem drożdzy, zagniatając przy tym ciasto. Tak przygotowane ciasto przykryj ściereczką i odłóż w ciepłe miejsce na około godzinę, aby wyrosło.  Po odpowiednim  czasie rozwłakuj masę, tak aby boki pokrywały również dłuższe ściany blachy.

Posiekany rabarbar i gruszkę, wymieszaj z połową paczki galaretki po czym ułóż na cieście. Zagnij boki ciasta do środka. Tak przygotowane ciasto włóż do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 25-30 minut. Koniecznie sewrujcie ciasto z tradycyjnie przygotowanym lukrem ( podgrzany cukier puder z sokiem z cyrtyny)

Smacznego!