Z pamiętnika matki. Czyli Wasz ulubiony cykl.

Dzień 1. „Lubię Cię Mężu”
 
My się burzy nie boimy, gdyż się bardzo przyjaźnimy
A tak na serio to faktycznie uważam, że w związku to należy się także przyjaźnić. Wtedy wszystko wydaje się jakby prostsze i mniej skomplikowane. Może nie dajemy sobie „ po razie” jak na prawdziwych kumpli przystało ale każdy umie prosto z mostu powiedzieć co mu w duszy gra. Bez zbędnych ceregieli nie tracimy czasu na błahostki
Kiedy ja mam już dosyć i stoję przy ścianie on mówi mi: „Dasz radę! Kto jak nie Ty Ptaszyno” Zaś gdy on ma wszystkiego po dziurki w nosie słyszy ode mnie: „Dajesz Czaro... Nie wygłupiaj się!” Tak nawzajem ciągniemy się ku górze.
Ja twierdzę, że jego możliwości aktorskie są wielkie i nieograniczone, a on zaś mówi że gdybym tylko mogła, to moja determinacja i wiara w niemożliwe spakowałaby go i wysłały do Hollywood w jeden dzień.
 Dzień 2. „Będzie jeszcze normalnie?”

Tak… 2 września, a my dzisiaj włożyliśmy czapki.  Może nie takie wełniane, a jednak te z podszewką
Na chwilę myślałam, że wszystko będzie tak jak kiedyś. Zawsze zakładałam na siebie jakieś wdzianko, dzieci wychodziły z samochodu, a ja spokojnie mogłam wrócić do domu, wypić kawę, przebrać się i odpalić komputer w gabinecie. Dzisiaj także obudziłam się o 6:45, założyłam na siebie polar i tak jak kiedyś odwiozłam dzieci do szkoły, a tam... Kolejka dzieciaków, raczej sznur młodzieży, która czekała na wejście do budynku. No i oczywiście padło magiczne „mamo... postoisz z nami?” O kurczę! No więc stałam w tej kolejce w piżamie 

Dzień 5 „Wpadka? Tak poproszę”

Gdyby tak napisać „pamiętnik Edyty” to zaliczyłabym więcej wtop niż filmowa Bridget Jones. Nikt nie jest perfekcyjny, ale to właśnie tak bardzo czyni nas ludzkimi. Niezależnie od statusu, liczby obserwujących każdy ma prawo być sobą i jednocześnie popełniać błędy. Dojadam po dzieciach i gdy widzę jak pałaszują talerze, modlę się żeby zostało coś dla mnie. Próbuję podręcznikowo podejść do wychowania najmłodszych, ale gdy patrzą na mnie tymi swoimi wielkimi, kocimi oczami ciężko mi czegokolwiek im odmówić. Za każdym razem pytam: „czy ta deskorolka na pewno Ci jest niezbędna do życia” Po czym patrzę na raz użyty sprzęt w piwnicy i obiecuję: „Nigdy więcej” 
W końcu chcę aby dzieciaki zasypiały u siebie w pokojach, a w rezultacie to ja zasypiam w łóżeczku 70x140 budząc się w środku w nocy i patrząc z utęsknieniem na swoje wielkie łóżko. Do tych wszystkich rzeczy burzących wizerunek idealnej, zorganizowanej matki dochodzi fakt, że mam nianię, a może nie nianię tylko naszą Gosię, a w wakacje podrzucam dzieciaki rodzicom. To przecież wstyd teraz mieć kogoś do pomocy, bo dużo osób w instagramowym życiu ma sto rąk i kilka żyć. Jednak to dzięki tym osobom, mogę zamknąć się w gabinecie na kilka godzin i skupić na pracy, chociaż i tak czasami w natłoku maili zamiast: „Dzień dobry Pani Moniko” napiszę: „Dzień dobry Pani Marto” (zwolnić) Staram się jak mogę, chociaż często mi nie wychodzi, a kiedy dzieciaki mają temperaturę, potrafię z nerwów wydrapać sobie dziurę w ręce lub w świeżo pomalowanych paznokciach. Organizacyjnie daję radę, choć jak widzę kopertę z napisem „urząd skarbowy” robi mi się słabo. Zanim ją otworzę zastanawiam się gdzie popełniłam błąd, a tu 24,50 zł do dopłaty + odsetki. Nie jesteśmy w żadnej „showbiznesowej” grupie wzajemnej adoracji, mam swoje zdanie, tworzę mój świat i dobrze mi z tym. W każdej chwili mogłoby mnie tu nie być, a jestem. Czemu? Bo nie muszę, tylko chcę
 
 Dzień 10. „Przytul się siostro”
 
Zawsze marzyła mi się siostra...
Za to mam trzech starszych braci ale nie ma tego złego: przynajmniej nauczyłam się szybko gotować. Pamiętam jak najstarszy brat kupował mi bajki na VCD, które można było dostać tylko o 5.00 rano na giełdzie (pamiętacie giełdy?) Grzegorz (ten średni) przywiózł mi niebieski t-shirt z psem Husky, który kupił za ostatnie pieniądze podczas swojej podróży na Mont Blanc. W czasie swojego medycznego stażu w USA wysyłał mi dolary w kopercie. Mogłam sobie je zatrzymać pod warunkiem, że w kopercie zwrotnej opisałam dokładny życiorys delikwenta, którego wizerunek widniał na zielonym banknocie (czyli musiałam zaiwaniać do osiedlowej biblioteki) 
Najmłodszy brat był najbardziej upierdliwy, bo nigdy nie pozwalał mi dotykać swoich rzeczy i wszystko zamykał na kłódki. Jak mu dokuczałan to odpowiadał mi „zjedz se bułkę z prądem” co to znaczy? Nie wiem do dzisiaj...Wiedziałam jednak jak otworzyć jego szafy i jak tylko wychodził, wyciągałam historyjki z gumy Turbo, które trzymał w opakowaniu kasety magnetofonowej. Niczym święty Graal, kładłam sobie na ręce i wdychałam zapach gumy balonowej.
Trochę razem przeszliśmy, a w sumie byłam rozpieszczana razy trzy. Bardzo się wszyscy kochamy, wspieramy i przede wszystkim szanujemy. Wierzę w to, że moje dzieci również pójdą tą drogą. Mam nadzieję :)

 Dzień 17. „Pierwsze infekcja już za nami”

To zdjęcie poniżej  jest już tylko wspomnieniem naszych letnich, wspólnych spacerów. 
Oranżada tradycyjna kupiona w mobilnym sklepie na drewnianych kołach była tylko pretekstem do opowieści jak wyglądało moje dzieciństwo. Trochę poczułam się jak ta babcia z amerykańskich filmów, siedząca na bujanym fotelu przy kominku i zaczynająca opowieść od „Drogie dzieci...”
Kochaliśmy te tanie, sprzedawane w skrzynkach oranżady. Chłopakom z osiedla podsuwałyśmy te czerwone, a później śmiałyśmy się z ich namiętnie amarantowych ust. 
Czasami kiedy chłopak postawił koleżance szklaną butelkę gazowanego napoju, padało magiczne: „będziesz ze mną chodzić?” No i co odpowiadałyście? 
Tak czy siak, rota-wirus za nami (mam nadzieję) Jutro ślub przyjaciółki, a wczoraj popijając imieninowego szampana do 2.00 w nocy szukałam na aukcjach kolejnego aparatu analogowego
Moja rozpiska i tematy na rozprawę doktorską wylądowały w końcu w szufladzie, bo mam wrażenie, że można prędzej napisać doktorat o tym jak zrobić doktorat, niż go po prostu zrobić. Niech poczeka na lepsze dni i moment kiedy będę mieć więcej cierpliwości. Oby...


Dzień 28. „Jest taki dzień” 

Codziennie jest „jakiś” dzień, ale nie byle jaki dzień bo może to być święto: buta, włosów, pizzy, popcornu (serio, sprawdziłam i jest 19 stycznia) palących fajkę czy Dzień bez Łapówki (obchodzony 23.02) chyba nie lubiany przez polityków. Dzięki tym wszystkim akcjom kreatywni menadżerowie mogą swobodnie działać w obszarze Społecznej Odpowiedzialności Biznesu swoich pracodawców i dzięki różnym „fajnym” akcjom ogarniać swój wizerunek. (bystre, ale stare jak świat) 
 Dzień 33. „Piwnica”

Gdyby ktoś zapytał się mnie z jakiej części domu jestem najbardziej zadowolona to niewątpliwie byłaby to... piwnica

Moja piwnica to prawdziwa kopalnia skarbów, przechowywania przetworów i magazyn dziecięcych pamiątek. Na szczęście nie śmierdzi jak moja blokowa piwnica, którą pamietam z dzieciństwa.

Moja piwnica jest jakaś taka przystępna i mało przerażająca, a tamta sprzed kilku lat napawała mnie niepokojem. Była pełna trutek na szczury o zapachu wilgotnego i spróchniałego drewna oraz porozrzucanych misek pełnych kociej karmy dla tych zwierząt,które były bezpańskie. 
Nie chciałam usłyszeć: „idź do piwnicy po ogórki” 

Ostatnio przy okazji domowych porządków poprosiłam Amelię aby zaniosła swoje stare książki do magazynku na dole, a ona powiedziała: „Nie chcę, boję się mamo” 
Czyli piwnica jak każda inna, mimo upływającego czasu, lepszego zapachu nadal jest synonimem dziecięcego strachu? Czy strach mija po prostu z wiekiem i nas dorosłych przerażają zupełnie inne rzeczy


Dzień 36. „Niezwykłe umiejętności” 

Od kiedy zostałam matką wiem, że można:
1. Korzystać z toalety z dzieckiem na rękach 
2. Zrobić makijaz wieczorowy w 7 minut
3. Wziąć prysznic w makijażu wieczorowym pozostawiając go w stanie nienaruszonym 
4. Umyć włosy w umywalce 
5. Czytać po ciemku 
6. Zdjąć hybrydę bez acetonu ( nie polecam) 
7. Czytać książkę co 3 minuty przerywając i wracając bez problemu w to samo miejsce oraz kontynuując wątek. 
8. Zapełnić wózek sklepowy w 15 minut. 
9. Bawić się klockami, pytać tabliczki mnożenia oraz uczyć się budowy tkanek zwierzęcych jednocześnie. 
10. Przenieść się na inna planetę ( wystarczy wejść do pokoju nastolatki) 
11. Znać imiona wszystkich Avengers, mimo iż kompletnie mam na to wywalone. 
12. Odczuwać błogi stan i pić kawę po 22.00 
13. Budzić się i zasypiać w nocy bez problemu nawet 10 razy. 
14. Mieć w dupie bałagan 
15. Mieć dziecko przy cycku, a drugą ręką układać ubrania w szufladach. 
16. Mieć brak cierpliwości i mega cierpliwość jednocześnie. 
 

Dzień 52. „Oda do dupy” 

Czytałam o Tobie, że podobno zły Mąż z Ciebie... Mnie za to jest jak w niebie...
Czytałam o Tobie, że dzieci na wychowanie innym oddajesz... To jakim cudem codziennie do nich o 6.00 wstajesz? 
Czytałam o Tobie, że kobietom nieszczęście przynosisz... Czy w takim razie mnie się boisz? 
Czytałam o Tobie, że Twoje nazwisko tylko ciężarem jest wielkim... chyba od tego jest podatek Belki? 
Czytałam o Tobie ześ krzywdziciel kobiet nietęgi, a jakoś przede mną ucinasz wszelkich smutków wstęgi
To powiedz mi Kochanie, czy ja czytać nie umiem, czy to jest kłamanie? 

Sernik dyniowy.

Zgodnie z obiednicą w ramach przeprosin za moją dłuższą nieobecność na blogu wrzucam Wam mój autorski przepis na sernik dyniowy. Wiecie, że ciasta zawsze robię najpyszniejsze :)

Skladniki

  • 1,5-2 kg dynii
  • okrągłe biszkopty- dwa opakowania
  • 3/4 kostki masła typu osełka około 220 g
  • 125 g masła roślinego 
  • 700 g białego sera mielonego w wiaderku 
  • 10 jaj
  • 200 g serka waniliowego
  • 1 i 3/4 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • budyń smietankowy

Wykonanie.

  1.  Upiecz dynię w piekarniku. Ustaw piekarnik na 180 stopni i piecz przez 30-35 minut, aż dynia zrobi się miękka. Następnię oddziel miąsz od skóry i zblenduj środek dynii
  2. Potem należy utrzeć masło z masłem roślinnym,  cukrami i żółtkami na puszystą masę.
  3. Do tak ubitej/utartej masy trzeba dodać obydwa sery, i budyń. 
  4. Następnie dodaj zblendowaną dynię i dobrze wymieszaj
  5. W oddzielnej misce ubij białka ze sztyptą soli na sztywną pianię. 
  6. Połącz delikatnie masę z pianią.
  7. Dno brytwany ułóż biszkoptami po czym wylej na nie przygotowaną wcześniej masę sernikowo-dyniową
  8. Wstawiamy do zminego piekranika na 55-60 minut i wypiekamy w 170-180 stopniach

SMACZNEGO

P.S. Niesbieski sweter kupiłam w Bunny the Star, a opaskę w H&M

Zatrzymaj czas- kompozycje z hortensji

Kocham hortensje i to jedne z moich ulubionych kwiatów. Mój ogród pełen jest tych roślin, a ja robię wszystko, aby jak najdłużej zatrzymać w czasie ich majestatyczny i piękny wygląd. W tym roku postanowiłam poddać je procesowi suszenia :) Nie wiedziałam co konretnie z nimi zrobię, dlatego spróbowałam wielu opcji. Od razu napiszę, że kwestia tych kwiatowych kompozycji na zewnątrz była totalnym niewypałem, gdyż po pierwszym deszczu kwiaty najzwyczajniej brzydko zbrązowiały. Tego więc unikajcie i postawcie na suszenie i kwiatowe dekoracje w domu.Gdy zewnętrzne kompozycje okazały się totalną klapą, postanowiłam ten sam pomysł wykorzystać w wewnątrz. Jak to zrobiłam? Patent jest bardzo prosty i wszystko widać na zdjęciach

Zacznijmy od zwisających "warkoczy". Należy zrobić bukiet z trzech, może czterech hortencji, zawiązać sznurkiem, chociaż u mnie póżniej lepiej sprawdziły się zaciski do kabli. Do takiego bukietu, niżej dokładamy  kolejny i związujemy wszystko razem. W zależności od tego jakiej długości kompozycję chcemy uzyskać, dokładamy kolejne piętra bukietu hortensji.

Do ozdobienia górnej częsci kominka użyłam zwykłych gąbek dekoracyjnych i  krótko obciętych głów hortensji. Kwiaty ułożyłam, wbijając we wszytskie gąbki i nie pozostawiając wolnych przestrzeni. Wszystko bardzo proste a efekt jest, prawda?